Niewielkie nagrzanie aparatu podczas pracy może być normalne, ale wysoka temperatura przy małym prądzie wskazuje na zwiększoną rezystancję styku, wadę aparatu albo błędną ocenę obciążenia. Luźny zacisk wytwarza ciepło proporcjonalne do kwadratu prądu i rezystancji, więc lokalny punkt może być gorący, choć odbiorniki pobierają pozornie niewiele. Znaczenie mają także sąsiednie aparaty, temperatura rozdzielnicy, harmoniczne od elektroniki i nierównomierne obciążenie faz. Dotknięcie obudowy nie jest miarodajnym pomiarem i nie ujawnia gorącego zacisku wewnątrz.
Elektryk zbiera rzeczywisty prąd cęgami, porównuje tory i mierzy temperaturę po ustabilizowaniu pracy, najlepiej metodą bezkontaktową z uwzględnieniem emisyjności. Po odłączeniu oraz potwierdzeniu braku napięcia sprawdza moment dokręcenia zgodny z aparatem, ślady przebarwienia, izolację, przekrój i sposób zakończenia żyły. Kontroluje również połączenie na szynie, dobór charakterystyki, zdolność zwarciową i stan sąsiednich modułów. Ponieważ luźny styk może wykazywać prawidłowy prąd, diagnostyka nie kończy się na odczycie obciążenia.
Nie wolno dokręcać zacisków w czynnej rozdzielnicy ani chłodzić wyłącznika wentylatorem, pozostawiając przyczynę. Łuk elektryczny może powstać bez wcześniejszego zadziałania zabezpieczenia. Jeżeli czuć zapach tworzywa, widać brązowienie, słychać trzaski albo obudowa parzy, należy bezpiecznie wyłączyć zasilanie przed rozdzielnicą, nie dotykać podejrzanego pola i pilnie wezwać elektryka. Uszkodzony aparat oraz przegrzane zakończenia wymienia się, a po naprawie wykonuje pomiary, kontrolę pod obciążeniem i dokumentuje przyczynę, zamiast ograniczać się do ponownego dokręcenia.